Przenosiny

Z powodu zmiany charakteru pisanych notek uległ zmianie adres bloga, na który będę dalej publikował notatki.

Nowy adres to: www.gotyknadotyk.blox.pl



2008-06-25 21:31:28
skomentuj (0)



Lwów

Chociaż obecnie nazywa się L’viv jednak będąc obrębie tego pięknego miasta czuć w nim Polskość. W połowie maja miałem okazje odbyć podróż do tego wspaniałego miejsca. Spodziewałem się ładnego miasta, które zdradzi mi nieco swoich uroczych zakątków i pokaże parę symboli swojej burzliwej historii. Zastałem piękne ośrodek miejski, który przepełniony kamienicami krzyczy do nas swoją przeszłością. Mury, które możemy dziś dotykać pamiętają to, czego najstarsi z żyjących nie pamiętają a romantyczne zakamarki zniewalają, wręcz uzależniają. Życzliwi ludzie, którzy mają siłę się uśmiechać są wszędzie. Niezniszczone przez wojnę kościoły wielu wyznań razem napawają pięknem. Pomniki i cmentarze łącza tragiczne dzieje wielu narodów, ale ogrom uznania budzi dziś wzajemny szacunek, mimo tego, że 90 lat temu strzelaliśmy do siebie. Dziś walczący ze sobą o Lwów spoczywają obok siebie a brama między cmentarzami pozostaje otwarta. Dziękuję Polakom, za poparcie dla Ukraińców podczas pomarańczowej rewolucji. Dziękuję Ukraińcom, za pomoc polakom w rekultywacji pamięci oddziałów walczących o Polski Lwów.

Dziś po samym mieście zostaje nawet zazdrość w stosunku do jego potencjału i piękna. Z pewnością tam jeszcze wrócę.



2008-06-04 11:47:09
skomentuj (0)



Rozważania nad istotą przypadku.

Witam serdecznie. Postanowiłem zerwać ze starym wizerunkiem mojego bloga i przedstawić nowy cykl przemyśleń o zupełnie innym charakterze. Jeśli chciałbyś w jakikolwiek sposób skomentować dokument to zrób to proszę w komentarzach.

Oto link do pierwszego dokumentu:

Rozważania nad istotą przypadku


2006-03-04 19:56:01
skomentuj (0)



Kreacja następcy godnego

Gdy blask księżyca, który niestrudzenie przegrywa na niebie pojedynek ze słońcem nie wzrusza nas już pod żadnym względem nawet przed dnia końcem. Gdy zaglądamy pod skrzypiące ze starości drzwi marzeń gdzieś na szczycie góry lodowej naszych ról, nie zdajemy sobie sprawy jak blisko jesteśmy od celu naszej życiowej wyprawy ocierając się o miłość ludzkiej enklawy. Okulary przez mistrza iluzji tworzone nie chcą z nosa spaść pod podmuchem chęci szalonej zalania lodem nieskończenie zimnym ognia pragnienia spełnienia potrzeb, smutku winnym, puszczając w dym wady naszego naturalnego istnienia dając okazje do realnego ocucenia. Płomień wzniecany przez horyzontalny wiatr uczuć okresowy wzbijany jest nienaturalnie wysoko wzbudzając strach wśród sąsiadów bliższych i dalszych w obawie, że nienaturalny blask przykryje dawno już oziębłe i przygaszone deszczem rutyny zgliszcza ognisk domowych złoto. Swojego ciała, chociaż tknięte zimnem późnojesiennego wiatru podmuchu nie chowam jednak w grubym kożuchu, lecz aurę rozgrzewam nie tylko w najbliższej okolicy, lecz nawet w oddalonej zła stolicy walcząc wszem i wobec tego, co oziębić może organizm do temperatury absolutnej śmierci.



Nasz prawodawca niebieską wstęgą oplótł się mrożąc wokół wszelkie poczucie nadludzkiego dobra i życia chęci skazując je na wieczne zapomnienie pozostawiając istnienie czerwonej wstęgi podziemnego ognia. Sam sobie przecząc wyprowadził w punkcie osi czasu rozumienia ludzkiego pojęcie tę oś obalające samego siebie z ram realnych wymiatające. Kiedyś zbudowałeś piękny most wiszący, oplatając nasze światy jedwabną nicią nadziei na lepsze jutro płomień niosący, jednak zauważywszy jak grzyb gnijący zbyt szybko się rozprzestrzeniający nawet Tobie zaczął zagrażać obróciłeś wzrok ogniem most opleciwszy zamieniając go w deszcze spadających w przepaść płonących zgliszczy.



Patrzę dziś w słońce gorące, promienie nadziei mi dające, jednak samemu świata nie rozgrzeję, gdyż całą swoją nadzieję na dnia kolejnego rozjaśnienie trzymam dla siebie. Bruk, po którym stąpam codziennie owija mnie już rozpaczą jak jakieś narzędzie w Twojej twórczej dłoni sprzedanej szatana woli. Gdy już noc nas zastanie i do głów wedrze się przekonanie, że słońce już więcej nie wstanie wejdę po schodach gorących, najwyższych, goryczą płonących. Spojrzę Ci wtedy prosto w oczy między źrenice fałszywe, by pokazać Ci w końcu, gdzie były Twoje granice. I zrzucę Cię z uniwersum tronu, by samemu zając to miejsce władcy gromów. I nic już mnie nie powstrzyma panem być Twym na wsze czasy, wysuszę morza, spłoną lasy! Nie pozostanie nic tu po Tobie starego, piętnowanego złem założeń Twego istnienia dawnego. Nie zostanie ani ślad po Twoim bycie, gdyż napiłeś się zbyt wiele wina opłaconym szatańskim ludzkim bycie. Ja swą młodą ręką stworzę tu ziemię piękną, dla nowych istot drogocenna. Oni będą ją szanować, będą tutaj godnie bytować a ja z nimi będę dbał, by system wartości godnie na swych nogach w pionie stał. Nie powtórzę błędu twego, wprowadzając liberalizm do życia nieświadomego. Nie stworze gniazda, dla zalążka zła nowego ani niczego w sensie tym podobnego by później wypełniony wstydem cicho pozbyć się dzieła swego gdzieś w kontenerze na śmieci zalegającego na pastwę losu pozostawionego. Uwierzcie mi, byłbym następcą godnym Boga starego.

 


2004-11-17 00:50:49
skomentuj (4)



Błysk

Wstaje słońce a razem z nim podnoszą się kolejne baseny snów. Kondensują się w morzu szarości w tramwajach, pociągach, na bruku i samochodach. Widzimy je pod pokrywą zobojętniałych grymasów, beznamiętnych spojrzeń i chorobliwie zaspanych oczu - jakby zmęczonych życiem i po rozwodzie z wrodzonym błyskiem. Błysk ten widzimy w każdym dziecku, które nie zdążyło jeszcze poddać się działaniu dorosłej subkultury. To właśnie ten błysk jest wyznacznikiem piękna człowieczeństwa a ludzka wrażliwość na niego czyni go jeszcze bardziej wartościowym. Atakowany jednak rutyną chowa się gdzieś głęboko ukrywając realny cud człowieka eksponując jednocześnie popękaną już od używania i spierzchłą od codziennego słońca a nawet często księżyca maskę. A gdy na drodze swojego życia człowiek napotka na człowieka i wzajemnie są w stanie swój nieśmiały już błysk wyprowadzić na cudowny spacer po parku szczęścia?



Uwielbiam to robić... uwielbiam oglądać, gdy piękne oczy dzięki mnie rozbłyskują a na twarzy zapadają się dwa urocze dołeczki. I właśnie jadąc porannym autobusem wśród pustyni szczęścia i urodzaju zużytej śmierdzącej i poważnie brzydkiej gumy najpiękniej jest dostrzec, że tak naprawdę w każdym jadącym człowieku kryje się ten błysk który prosi, marzy, błaga! by go wyprowadzić na jeden z najpiękniejszych spacerów jakich może doznać... spacerów po rzeczywistym świecie. Niech on płonie a ja wycisnę garściami z syntetycznej szarości wszystko to, co sprawi, że będzie płonął jeszcze bardziej. A wiesz kto najpiękniejszy pod maską jest? Ten, którego błysk sam zaczyna jaśnieć, gdy sprawi, że inny jaśnieje.



Wybór należy do Was, przyjaciele, bo przecież chodzi tylko o to, byśmy wszyscy byli szczęśliwi.





2004-10-24 10:57:57
skomentuj (6)



 

 
Prawa autorskie do powyższych treści i grafiki posiada autor tego bloga.